Parse error: syntax error, unexpected T_STRING in /home/benlomax/domains/gruparowerowastop.pl/public_html/includes/output_handling_include.php(84) : eval()'d code on line 1
Elbląska Grupa Rowerowa STOP | Strona główna: Wycieczka Nr 10/2015 - Park Krajobrazowy Dolnej Wisły - 10-14 czerwca
Strona glówna Informacje Regulamin Uczestnicy Foto galeria Archiwum Ksiega gosci Forum Linki Kontakt Wyloguj26-09-2017
RSS | Mapa serwisu
Nawigacja
Losowa Fotka
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 412
Najnowszy użytkownik: Tomekkaros
Ostatnio widziani
Komendant 05:33:34
biegajaca... 05:57:35
hania 06:38:38
Tomasz 06:58:50
slawek1977 07:24:20
Andrzej 08:46:07
Marek55 11:09:50
Henryk Jocz 11:47:39
Slawek 69 12:13:22
alina 1 dzień
W pobieralni...
GPS - Wycieczka Nr 30/2014 474
GPS - Wycieczka Nr 28/2014 485
GPS - Wycieczka Nr 27/2014 490
GPS - Wycieczka Nr 26/2014 546
GPS - Wycieczka Nr 11/2014 511
GPS - Wycieczka Nr 10/2014 273
Reklama
Pajacyk

Fotografia przyrodnicza - Zbigniew Ostaniewicz

Statystyki reklamowe
Wycieczka Nr 10/2015 - Park Krajobrazowy Dolnej Wisły - 10-14 czerwca
Wycieczki w sezonie 2015Zbiórka: Plac przy Leclerc'u, 10 czerwca, godz. 15.30, wyjazd godz. 16.30

Trasa Nr 1: Grudziądz - 11 czerwca
Chełmno, Nowe Dobra, Górne Wymiary, Dolne Wymiary, Podwiesk, Sosnówka, Szynych, Rozgarty, Grudziądz, Michale, Bratwin, Polskie Stwolno, Wielkie Stwolno, Sartowice Dolne, Sartowice, Czapelki, Czaple, Świecie, Chełmno

Długość trasy: 73 km, Uczestnicy: 24, Punkty: -

Route 2 864 113 - powered by www.bikemap.net



Trasa Nr 2: Fordon - 12 czerwca
Chełmno, Niedźwiedź, Kosowo, Gruczno, Nowa Kolonia, Topolno, Grabowo, Włóki, Strzelce Górne, Strzelce Dolne, Łoskoń, Fordon - dzielnica Bydgoszczy, Strzyżawa, Ostromecko, Mozgowina, Rafa, Kokocko, Borówno, Starogród Dolny, Chełmno

Długość trasy: 86 km, Uczestnicy: 23, Punkty: -

Route 2 864 114 - powered by www.bikemap.net



Trasa Nr 3: Zamek Bierzgłowski - 13 czerwca
Chełmno, Kałdus, Starogród, Kiełp, Płutowo, Szymborno, Gołoty, Unisław, Głażewo, Zamek Bierzgłowski, Bierzgłowo, Łubianka, Przeczno, Wybczyk, Grzybno, Trzebcz, Napole, Kijewo Królewskie, Dorposz Szlachecki, Watorowo, Osnowo, Chełmno

Długość trasy: 71 km, Uczestnicy: 19, Punkty: -

Route 2 883 819 - powered by www.bikemap.net



Relacja

,,płynie Wisła płynie po polskiej krainie" gdyby ona tak płynęła, jak myśmy jechali, to do morza raczej by nie dopłynęła. Wbrew pozorom kraina Zespołu Parków Krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego, która nierozerwalnie związana jest z królowa polskich rzek, nie jest taka płaska, jakby to się wydawało.

Osobiście mam pewien sentyment do owej rzeki. Urodziłem się w grodzie, gdzie z wysokiego jej brzegu Wanda do nurtu wskoczyła, bo Niemca nie chciała. Dzisiaj zapewne zrobiła by inaczej, ale wtedy takie zachowanie było na fali. Mieszkałem też dłuższy czas w okolicy Dęblina, gdzie Wisła płynie szerokim nurtem. W niej nauczyłem się pływać, bo większość wakacyjnych dni spędzało się na nadwiślańskich, fantastycznych plażach. Widziałem, co woda potrafi zrobić, kiedy groźnie wylewała z koryta rzeki. Dzisiaj najczęściej Wisłę oglądam z mostu w czasie jazdy samochodem i przypominają mi się tamte czasy. Nie chcąc deprawować bardzo młodych ewentualnych czytelników, nawet słowem nie wspomnę o przepływaniu Wisły na plażowym materacu czy też o pływaniu na krach. To tak na marginesie ostatnio krążącego w internecie tekstu o pokoleniu urodzonym jeszcze
w ubiegłym stuleciu.

Swoja bazę wypadową zakładamy w Chełmnie. To niewielkie miasteczko malowniczo położone na zboczach doliny Wisły warte jest odwiedzenia, bo jest wyjątkowo bogate w zabytki. Gotyckie kościoły, układ urbanistyczny z okresu średniowiecza, mury miejskie, renesansowy ratusz, liczne kamienice z XVIII i XIX wieku dodają mu uroku. Kogo zmęczy spacer po mieście, czy też wspinanie się na wieżę dawnej fary, by podziwiać z wysoka miasto i najbliższa okolice, może odpocząć na ładnym rynku w cieniu parasola, gdzie podadzą mu schłodzony napój. Można też usiąść na ławce zakochanych, bo Chełmno z racji zachowanych relikwii św. Walentego, określane jest miastem zakochanych.

Zasady są surowe. Nie ma wylegiwania się w łóżkach. Ósma rano śniadanie,
o godzinie dziewiątej wyruszamy na trasę. Jakież było zaskoczenie i miła niespodzianka, gdy już ustawialiśmy się do pamiątkowego zdjęcia, kiedy na podjeździe do budynku ukazało się troje dodatkowych rowerzystów. Ala, Wiesia i Piotr postanowili dołączyć do miłośników krajobrazów dolnej Wisły.
Ruszyliśmy. Pierwszego dnia na celowniku mamy Grudziądz. Prowadzi niezawodny Waldek wspomagany przez wydruki, mapy, GPS i Małgorzatę. Początkowo jedziemy powiatową drogą w kierunku na Podwiesk i dalej na Grudziądz. W miejscowości Nowe Dobra wjeżdżamy na bezpieczną ścieżkę rowerową. Mała, a raczej można by rzec, że to żadna niedogodność jest taka, że dwa lub trzy razy trzeba przejechać na druga stronę szosy. Jest przyjemnie. Słońce muska blade lica, lekki wietrzyk chłodzi, a rowery prawie same niosą szczęśliwych bikerów. Nic dziwnego, że już na pierwszym, krótkim przystanku dwoje zadowolonych walnęło sobie słit focie. To na pamiątkę dla potomnych.
Jedziemy Wiślanym Szlakiem Rowerowym. W miejscowości Sosnówka zatrzymujemy się przy starym cmentarzu mennonickim założonym około 1690 roku. Jak opowiadają pracownicy porządkujący cmentarz, jeszcze niedawno teren ten był zarośnięty i nie było w ogóle widać, że na małym wzgórzu jest coś zabytkowego. Teraz widać zachowany czytelnie układ przestrzenny, liczne nagrobki, a najstarsze datowane na koniec XVII wieku.
W niedalekich Szynychach podjeżdżamy pod zabytkowy barokowy kościół pw. Św. Mikołaja. Sam proboszcz otwiera nam podwoje kościoła, byśmy mogli podziwiać jego barokowy wystrój. Z boku kościoła stoi tajemniczy mennonicki obelisk. Napis głosi, że Abraham Nickel pochodzący z Frankówki, diakon wspólnoty w Sosnówce przekazał w tych trudnych czasach na zlecenie wspólnoty mennonitów Prus Wschodnich i Zachodnich, królowi Fryderykowi Wilhelmowi III dnia 8 listopada 1806 r. w Grudziądzu dokument ofiarujący dobrowolny wkład w wysokości 30 000 talarów. Należy wiedzieć, że w latach 1780-1868 mennonitów obejmował akt łaski, który głosił, że ,,mennonici powinni zostać zwolnieni na zawsze z normalnej służby wojskowej". W zamian mieli płacić coroczną daninę w wysokości 5000 talarów na rzecz wojska. Czynili to chętnie, ponieważ służba wojskowa była sprzeczna z ich wiarą.
Ale my nie zaprzątamy sobie tym głowy, bo służba wojskowa jest nieobowiązkowa, więc pędzikiem ruszamy przed siebie. Przed nami wiele kilometrów i jak się później okazało, wiele atrakcji też. Jedziemy w kierunku miejscowości Rozgarty, przed którą przejeżdżamy pod autostradą A1 i jest to nasze pierwsze spotkanie z zakałą naszych czasów, czyli motoryzacją. Ach, nasze kochane rowery. Nie warczą, nie smrodzą i ,,jeść" nie wołają. Na szczęście jest to wszystko gdzieś ponad nami. Jedziemy sobie spokojnie utwardzonym odcinkiem wału, ładny widok na Wisłę, przed nami widać już Grudziądz i docieramy do śluz na Kanale Głównym. Spiętrzone woda tworzy tu jezioro Rządz. Miejsce w sam raz na małą przerwę. I to też czynimy. Widać, śluza swoje lata już ma. Biker znany z fotograficznego zacięcia schodzi gdzieś po metalowych drabinkach, by później pochwalić się bardziej artystycznym ujęciem obiektu hydrotechnicznego. Większość jednak coś tam podjada lub też jest obiektem sesji zdjęciowej.
Sygnał ze znanej trąbki jest nieubłagany i ruszamy przed siebie. Już czuć, że Grudziądz jest na wyciągnięcie ręki. Docieramy do pierwszych zabudowań miasta. Osiedle domków jednorodzinnych nie wzbudza naszego zainteresowania, więc jedziemy dalej. Nowe drogi, też i nowe ścieżki rowerowe, i tak dojeżdżamy na mały parking przy ulicy Jana III Sobieskiego. Wokół bloki i konia z rzędem temu, kto wie, gdzie jesteśmy. Ale to wszystko jest zamierzone. Jeden telefon Zbyszka, chwila oczekiwania i wszystko się wyjaśnia. Dołącza do nas Wiesław, miłośnik roweru, historii i przewodnik. Więc jesteśmy w dobrych rękach.
Krążymy ulicami nowych osiedli Grudziądza i tylko mała niedogodność, że cały czas pod górę. Ale jak się okazało, to ma swój cel. W pewnym momencie zatrzymujemy się na wysokiej skarpie i mamy Grudziądz u swych stóp. Widok wart był włożonego wysiłku. Oczywiście kilka zdjęć i mamy nową przyjemność. Teraz to już tylko jazda w dół. Docieramy do miejsca, gdzie każdy szanujący się turysta zapewne trafi. Za nami Wisła, przed nami widok na zespół spichrzów z XIII-XVII wieku. Ten widok, to wizytówka Grudziądza. Dołącza do nas Henryk, też przewodnik i znawca owych budowli. Obaj, jak wszyscy przewodnicy, mają gadane.
Bramą Wodną wchodzimy na stare miasto i wąskimi uliczkami docieramy do Rynku. Obaj przewodnicy dostarczają nam dużą porcję wiadomości o historii Grudziądza, a jak jeszcze dołącza pracownik informacji turystycznej, to już był nadmiar informacji. Przerwa. Uf. Rozbiegamy się po okolicy. Można jeszcze coś zobaczyć. W rogu rynku mój wzrok przyciągnął napis ,,Kuchnia". A jako, że pora była stosowna, przekroczyłem próg jadłodajni. Nie będę się rozpisywał, ale zestaw
w postaci botwinki plus okraszone ziemniaki smakował bosko. Nie bez znaczenia był fakt, kto mi to wszystko podał. Panowie, jak Grudziądz, to ,,Kuchnia". Ale raczej jak będziecie sami.
Teraz można coś dla duszy. Idąc za namową naszych przewodników, wraz z Grażyną trafiamy do kościoła św. Franciszka Ksawerego z XVIII wieku. To jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć będąc w Grudziądzu. Barokowy wystrój z motywami chińskimi robi wrażenie. Zwiedzamy i odpoczywamy. Bar ,,Gelateria Italiana" cieszył się dużym zainteresowaniem, bo lody tam dobre, a świeże pączki z cukierni za rogiem też miały wzięcie. Chociaż nie wszyscy powinni raczyć się owymi wypiekami.
Być może owe lody i pączki sprawiły, że ciężko było wdrapać się na wieżę zamkową, pozostałość zamku krzyżackiego z drugiej połowy XIII wieku. Jeszcze raz mamy okazje podziwiać widoki z miastem w tle i Wisłą.
Zakręconym zjazdem dojeżdżamy do Wisły, docieramy do mostu i przeprawiamy się na drugi brzeg Wisły. Kierujemy się w stronę Świecia. Taki przejazd mostem, to pasjonujące wydarzenie. Wąska ścieżka, na szczęście odgrodzona od pasa ruchu, po którym mkną potężne tiry i za bardzo nie ma momentu, by rozejrzeć się po okolicy. Za mostem w miejscowości Michale przejeżdżamy pod ceglanym wiaduktem i dobrze, że w pewnym momencie ktoś krzyknął by schylić głowy, więc przejechaliśmy bez szwanku i znaleźliśmy się na Wiślanej Trasie Rowerowej. Asfalt, może nie zawsze najlepszego gatunku, znikoma ilość pojazdów, ale Wisły nie widać. Po lewej naszej stronie ciągnie się wał przeciwpowodziowy. W Bratwinie zatrzymujemy się na chwilę przy starym cmentarzu i dalej mijamy wiejskie zabudowania, i przydrożne drzewa. Polskie Stwolno. Czy może być jakieś inne? Jest, Wielkie Stwolno. Może już w tym wieku wzrok nie ten, bo nic wielkiego nie mogłem się doszukać. W Sartowicach pokonujemy podjazd, mijamy drewniany kościół i za miejscowością dojeżdżamy do starej jedynki. Musimy przeskoczyć na druga stronę, a to okazuje się niezwykle trudne. Strumień pojazdów. Na szczęście, być może to miłośnik rowerów, być może chciał lepiej przyjrzeć się ładnym dziewczynom, bo jeden kierowca zatrzymał się, z drugiej strony inny i mogliśmy przebiec przez szosę. Po jej przekroczeniu poruszamy się polna drogą w alei drzew. Przez Czapelki, Czaple dojeżdżamy do Świecia. Odwiedzamy klasztor pobernardyński, oglądamy rynek i docieramy do zamku krzyżackiego, którego powstanie datuje się na pierwszą połowę XIV wieku. Zamkowa wieża ma odchył pół metra od pionu, chociaż może ktoś widział i więcej , i jest najwyższym tego typu obiektem w Polsce.
Jeszcze tylko dostać się na most, przejechać po nim i jesteśmy w Chełmie. Dzień pełen wrażeń i kilometrów też, więc zasłużyliśmy na dobry obiad i wieczorne spotkanie. ,,Płonie ognisko i szumią knieje " ale nie tym razem. Żarzy się węgiel i skwierczy na grillu kiełbasa, a my wspominamy miniony dzień. Janusz i Krzysztof tworzą gitarowy duet. Janusz pamięta chyba wszystkie polskie piosenki, a my próbujemy coś tam mruczeć pod nosem. I gdy wydawało się, że nic takiego tego wieczoru się nie wydarzy, wtedy zdarzyło się TO. Do owego duetu dołączyła ONA. Anielskie chóry zamilkły w niebie, kury w okolicy przestały się nosić, a świerszcze i wróble milczą do dnia dzisiejszego. Bogactwo możliwości głosowych, wielki talent, ambitny repertuar, niezwykły profesjonalizm artystyczny połączony z młodzieńczą świeżością i pasją, to był balsam na nasze zszargane nerwy, i uczta dla naszych uszu. Nie dziwne więc, że twardzi mężczyźni z poddasza, co nie jedno jedli i pili, i nie jedno przeżyli, spali jak małe dzieci, cichutko pomrukując przez sen.

Pełni wczorajszych wrażeń, optymistycznie nastawieni do pedałowania, ruszamy na kolejną trasę. Dzień wita nas bez słońca, ale jest ciepło. I z rana odrobina adrenaliny nie zaszkodzi. Przeprawiamy się na drugi brzeg Wisły. Tuż za mostem skręcamy w lewo i Wiślaną Trasą Rowerową kierujemy się w stronę Gruczna. Jedziemy wzdłuż wału i wałem też, podziwiając królową polskich rzek.
W pewnym momencie WTR skręca w prawo, kilka zakręceń korbą i jesteśmy
w Grucznie. Chwilę zatrzymujemy się przy neogotyckim kościele z końca XIX wieku. Zabytek zabytkiem, ale ogólne zainteresowanie budzi kurenda sołtysa wsi Gruczno. Na każdej posesji, grzmi sołtys, musi znajdować się w widocznym miejscu numer domu, a każdy właściciel domu jest zobowiązany do systematycznego utrzymania porządku przy swojej posesji do ulicy, łącznie z chodnikiem. We wsi ma być porządek i basta.
Jedziemy zobaczyć jeszcze zabytkowy młyn. Mieści się w nim obecnie siedziba Towarzystwa Przyjaciół Dolnej Wisły i muzeum eksponatów etnograficznych z rejonu doliny Wisły. Muzeum miało być otwarte od godziny 10. Miało, ale nie było i nie było komu owego przybytku kultury otworzyć. Skupiliśmy więc swoją uwagę na obiektach eksponowanych na zewnątrz. Panie zainteresowały się wozem wypełnionym kwiatami, a panowie z lubością oparli się o wielką beczkę, marząc o jej wypełnieniu schłodzonym napojem. Niektórzy tak się rozmarzyli, że trudno było ich oderwać od owej beczki. Były też protesty przeciwko wykaszaniu, ale w zasadzie nie było wiadomo czego. Niesione transparenty mogły niejednego zmylić.
Zostawiamy Gruczno, bo w planie mamy inny również ciekawy obiekt.
W Chrystkowie, w starej mennonickiej chacie funkcjonuje Ośrodek Dydaktyczno-Muzealny Zespołu Parków Krajobrazowych. I ponownie mamy pecha. Trwają przygotowania do ,,Weekendu z Mennonitami" i chata nie jest do wglądu. Bardzo ważne osobistości z powiatu, a może i z wyższego szczebla rozprawiali o przygotowaniach. Pozostał nam ogląd zewnętrzny i zerkanie przez okienka. Szkoda, bo z zewnątrz to my takie domy znamy.
Ruszamy. Kierujemy się w stronę Wisły. Najpierw trochę za daleko, ale ostatecznie wjeżdżamy w dobrą drogę prowadzącą do wału. Wałem nie jedziemy długo. Zjeżdżamy i podjeżdżamy do zabytkowego kościoła w Topolnie. Mamy szczęście, bo w kościele trwają prace konserwatorskie, więc jest otwarty i można wejść do środka.
Dalsza droga prowadzi przez las. Jest przyjemnie, chociaż jakiś tajemniczy chłód ogarnia wszystkie członki. Czyżby zapowiedź czegoś strasznego? Mijamy Grabowo i z rowerowych siodełek ze smutkiem spoglądamy na niechybnie chylący się ku upadkowi zabytkowy dwór z końca XIX. W przewodnikach można przeczytać, że dwór i okazały majątek były zarządzane wzorowo, ale dzisiaj tego już nie można rzec.
Przepowiednia jednak się sprawdziła. Na swojej drodze, w okolicy miejscowości Kozielec, zmagamy się z długim i ostrym podjazdem. Za nami piękna panorama Wisły, a przed nami to, co zdecydowanie rowerzyści nie lubią. Ale jak mówią doświadczeni bikerzy, rower jest tak skonstruowany, że można go prowadzić. Zdecydowana większość tak więc czyni. Ciężko. Nagrodą na szczycie jest grupowe zdjęcie na tle tablicy z napisem ,,Nadwiślański P K". I rowerzysta już zadowolony, a jak do tego dołożyć wspaniały zjazd tuż za miejscowością Trzęsacz, to radość jest ogromna. Morale poszły w górę. A my dalej przed siebie, chociaż o tym fragmencie naszej eskapady nie można powiedzieć wiele dobrego. Dużo samochodów i to czasami tych wielkich. Gdzieś w Strzelcach Dolnych, zgodnie z zaznaczonym szlakiem zjeżdżamy z drogi. Jest chwila odpoczynku i możliwość skosztowania naprawdę smacznej wody. Od pani gospodyni dowiadujemy się na temat tajników wyrobu tutejszego smakołyku, jakim są powidła śliwkowe. Jak się okazuje, cała kraina z tego słynie. Prawie każda miejscowość szczyci się własnymi, niepowtarzalnymi powidłami śliwkowymi. Ale jak pamięć nie myli piszącego te słowa, wcześniej rozegrała się scena, która przeszła do historii eskapady. Biker, co to zawsze ma przy sobie swój aparacik, wszedł w pole, by artystycznie sfotografować polne maki. ,,Co pan robisz", zapytał starszy jegomość pedałujący na jednobiegowym rowerze. ,,Maki fotografuję" zgodnie z prawdą padła odpowiedź. ,,Coś pan maków nie widział?". Jeden mak, a dwa spojrzenia.
Szlak rowerowy poprowadzony wałem doprowadza nas do Fordonu, dzielnicy Bydgoszczy. Nie zatrzymujemy się tutaj długo i kierujemy się w stronę mostu. Dotarcie do przeprawy jest dużym przeżyciem, ale udało się i naszym celem jest Ostromecko, okazały zespół pałacowo-parkowy. Tutaj zostajemy nieco dłużej.
W skład Zespołu Parkowo - Pałacowego w Ostromecku wchodzą dwa pałace. Większy- klasycystyczny oraz mniejszy, wybudowany w stylu saskiego rokoka przez kasztelana płockiego Bogdana Mostowskiego. Obydwa pałace są teraz własnością miasta Bydgoszczy. Otacza je park z bujną i doskonale utrzymaną roślinnością. Korzystamy z możliwości odpoczynku na tarasie okazałego Pałacu Starego, jak i obejrzenia obydwu budowli. Pierwszy pełni bardziej rolę hotelowo-konferencyjną. Drugi, usytuowany na wysokiej skarpie nad Wisłą jest udostępniony dla zwiedzających. Można zapoznać się z historią pałacu, obejrzeć wystawę zabytkowych pianin i fortepianów oraz podziwiać ogród zaprojektowany w stylu włoskim. Złośliwe istoty twierdzą, że ogród wzorowany był na jednej z działek w Elblągu. Nie napiszę czyjej, bo Krzysiek nie opędziłby się od tłumu zwiedzających.
Czas wracać, bo pora stosowna, a kilometrów przed nami wiele. Nie spotykamy na swojej drodze jakiś super atrakcji, ale i tak jest ciekawie. Droga , praktycznie od Ostromecka do Czarż prowadzi przez las, ma charakter drogi szutrowej, miejscami pokrytej ciemnym, pylistym piaskiem. Po jakimś czasie jesteśmy zapyleni i nasze rowery też. Marzymy o kąpieli. Okazuje się, że zwykłe rzeczy przynoszą radość rowerzystom. Gdzieś na trasie, w wiejskim sklepiku dużym wzięciem cieszy się czerwona oranżada. Taka, jaką kiedyś kupowało się w sklepie GS. Po wypiciu owej oranżady, niczym po zażyciu dobrego powera, dojeżdżamy do Chełmna. A pora też stosowna, bo od Ostromecka, gdzieś za nami wisiały deszczowe chmury, a pomruki zbliżającej się burzy, też było słychać.
Mieliśmy szczęście. Zaczęło padać, kiedy odświeżeni, najedzeni, zrelaksowani, jeszcze pełni wrażeń spotkaliśmy się wieczorowa porą. Była nieodzowna skrzyneczka Ediego, a Tadeusz niczym Travolta wiódł prym na parkiecie. Były rozmowy i były jeszcze inne rzeczy, na których mogłyby latać Pershingi. ,,Ale to już było i nie wróci więcej - Może jeszcze kiedyś ".

O rany. Facet chyba urwał się z jakiegoś przyjęcia. Biała koszula, nałożył krótkie spodenki i kask, i jest gotowy do jazdy. I wszyscy inni także gotowi są do jazdy. Chociaż po dwóch dniach intensywnej jazdy, szeregi się nieco przerzedziły, bo różne przypadłości spadły na zacnych rowerzystów. Ci, którzy gotowi są na nowe wyzwania, ruszają ostro przed siebie. Nie samą jazdą rowerzysta żyje. Aby dostać się na chełmiński rynek Waldek prowadzi drogą nietypową, bo po schodach, a owych schodów jest dużo. Więc gdy pokonujemy ostatni stopień, to tak, jakby przejechał dobre kilka kilometrów. Dobrze, że w pobliżu jest ławeczka zakochanych i można odzyskać stracone siły.
Naszym pierwszym celem jest Starogród. Żeby tam się dostać, za Chełmnem ponownie ostro rwiemy pod górkę. Podjazd długi i ostry. Nie wszyscy, ale większość zdecydowała się na najstarszy znany ludzkości wariant pokonania terenu, czyli pieszo. Ale za to, kiedy spojrzało się za siebie, można było podziwiać panoramę miasta. Takie obrazki wynagradzają poniesiony trud.
Stara kuźnia z XIX wieku, dwór murowany z przełomu XIX i XX i zabudowania folwarku, a przede wszystkim Góra Zamkowa i panorama doliny Wisły, tym się zachwycamy. Widać, że wieś ma swoich gospodarzy. Wszystko zadbane i opisane.
Z tablic informacyjnych poznajemy historię starego grodu, zamkowej kaplicy i dzieje kultu św. Barbary, jak również tradycje smażenia starogrodzkich powideł. ,,Gospodynie przygotowywały wielkie kuprowe (miedziane) kotły z drewnianymi mieszadłami, rozpalały ognisko i wsypywały do naczyń dojrzałe, wcześniej wypestkowane owoce. Smażone najczęściej bez cukru, na wolnym ogniu nawet 3 dni, odznaczały się wyśmienitym smakiem". To fragment obszernego opisu smażenia powideł spisany z miejscowej tablicy. Osobiście znam w Elblągu małą wytwórnię powideł śliwkowych i końcowy wytwór jest również markowy.
Żegnamy przyjazny gród i poprzez Kiełp, Plutowo dojeżdżamy do Unisławia. Nic tak nie wzbudza naszej radości i ogromnego zachwytu, jak ścieżka rowerowa poprowadzona dawnym szlakiem kolejowym. Chwila przyjemności może nie trwała długo, ale było po drodze oglądanie dawnych, dobrze zachowanych budynków stacyjnych i popas w miejscu specjalnie do tego przygotowanym. Zjeżdżamy ze ścieżki i docieramy do Zamku Bierzgłowskiego, głównego celu naszej dzisiejszej eskapady. To tutaj znajduje się jedna z najstarszych obronnych budowli krzyżackich wzniesionych pod koniec XIII wieku. Podziwiamy budowlę i jej drobne, ale jakże cenne detale, jak ceramiczną rzeźbę w murze północnym zamku, najstarszą na terenie dawnych Prus, ale życie jest prozaiczne. Odpoczynek na murku w cieniu wysokiego drzewa, albo na kocyku specjalnie wiezionym dla wybranki, truskawki od wujostwa, bułka z pyszną kiełbasa zakupiona w pobliskim sklepie, kilka fotek do albumu, to również będzie się pamiętało. W pobliżu oglądamy jeszcze wiatrak typu koźlak i gotycji kościół.
Żegnamy Bierzgłowo i porzez Łubiankę obieramy kurs na Chełmno. Początkowo jedziemy ścieżką rowerową wzdłuż dosyć ruchliwej drogi, później mało uczęszczane asfaltowe drogi, trochę szutru, a wszystko to pośród pól wyrastających ziemniaków, buraków i kukurydzy. Mała przerwa w cieniu gotyckiego kościoła w miejscowości Grzybno, by można było fachowo pomasować obolałe plecy i na schodkach prowadzących na teren kościoła skonsumować bułkę z ogórkiem. To taka mała przyjemność Aliny.
Kolejne mijane miejscowości nie wnoszą wielkich ekscytacji w naszych sercach i umysłach. Poza oczywiście wiejskim sklepikiem i zakupionymi lodami spożywanymi w bliskim towarzystwie miejscowych smakoszy wytworów browarnictwa. Skoro z Chełmna wydostaliśmy się pod górę, to droga powrotna wiedzie nas z górki i tylko pech, bo dętka w Wiesi rowerze nie wytrzymała trzydniowego rowerowania. Na podjeździe do naszej sypialni nie witano nas chlebem i solą, ale poczęstowano toruńskimi piernikami. To Agnieszka i Krzysiek wprawdzie samoręcznie ich nie wyrabiali, ale zakupili z dobrego serca. Taka nowa tradycja.
Ciepły sobotni wieczór sprzyja spacerom. Gromadnie wędrujemy na chełmiński rynek, by spojrzeć na miasto o zmierzchu. Aktywnie spędzamy czas na rynku pod parasolami, a gdy zapadły ciemności, a wzrok się wyostrzył, zwiedzamy jeszcze raz miasto. Zabytkowe budowle w mrokach nocy jakby uzyskały inny wymiar.
Niedziela, to czas powrotu, ale to inna opowieść.

Relację przygotował Marek R.






Komentarze
#1 | ~Marek55 dnia 09-06-2015 07:23
Waldek poszedł na całość. Będzie co kręcić pedałami. Ale my się nie damy. Już od rana zbiera się KMPK. Natomiast w celu regeneracji sił spontanicznie rozpoczyna swoja działalność KMINEK. Być może po raz pierwszy (i może ostatni) zainauguruje funkcjonowanie KACAP. Szeroki uśmiech. A nad wszystkim będzie panował SMRUD.



#2 | ~Kasia dnia 11-06-2015 07:28
Wszystkim uczestnikom życzę, ze wszech miar udanej Wyprawy Uśmiech



#3 | ~Andrzej dnia 15-06-2015 16:45
Wielkie słowa podziękowania dla Komendanta i Waldka za przygotowanie i poprowadzenie przedmiotowego wyjazdu! Brawo Wiem, że było to poprzedzone gruntownym rozpoznaniem i dopracowaniem najdrobniejszych szczegółów.
Temat trafiony w dziesiątkę - jeszcze tu wrócę! Tak
Chwała Wam za to odkrycie. Niezadowolony Szok Brawo



#4 | ~agawe dnia 16-06-2015 22:15
Grudziądz, wbrew moim wyobrażeniom, okazał się bardzo pozytywnym miastem - spędziliśmy tam miły czas, także dzięki zaprzyjaźnionemu z naszym komendantem przewodnikowi. Bardzo miło wspominam też ognisko, które "brzmiało muzyką", za sprawą stopowych bardów i spontanicznego chórku Muza Dziękuję wszystkim za towarzystwo, a organizatorom za poświęcony na przygotowanie wyprawy czas Okok




Agnieszka
#5 | ~Jano__007 dnia 21-06-2015 12:31
Trasy, Imprezy, Towarzystwo. Po prostu cudnie było. Za całość serdecznie dziękujemy. Okok



#6 | ~agawe dnia 08-07-2015 22:35
To piszesz Mareczku, że Ty Wisełkę na materacyku... Szkoda, że nie powtórzyłeś tego wyczynu na naszej wyprawie - dopiero byłby temat Chatownik
Nudno się robi, bo tylko trzeba achać, ochać nad tymi Twoimi relacjami ... A może w końcu napisałbyś gorzej, aby można było dać inny komentarz? Dokuczacz
Zadziwia mnie Twoja łatwość wypowiedzi... Co Ty człowieku bierzesz? Daj namiary, nie bądź wredotą :[
Dzięki serdeczne Mareczku Buźki Czytało się cudnie w dzisiejsze popołudnie Brawo




Agnieszka
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Login
Login

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

23-09-2017 19:20
Przejść rzekę sucha stopą - bezcenne. Szeroki uśmiech

23-09-2017 07:45

18-09-2017 21:51
Dzięki Andrzeju za życzenia Hejka. Strasznie długo będę musiał jeździć tym rowerem Radocha

16-09-2017 23:13
A imię jego 44, Marku wszystkiego Najlepszego i jeszcze 88 lat! Kwiatek

14-09-2017 09:23
Album Fotka z wycieczki do Starego Pola założony.

Ostatnie artykuły
Szlaki rowerowe Krai...
Bażantarnia
Ustawienia kierownicy
Ustawienia siodełka
Hamowanie
Kalendarz
<< Wrzesień 2017 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Brak wydarzeń.

Pogoda
Dzis Jutro Pojutrze
 
Partnerzy

Hotel Elbląg

Wygenerowano w sekund: 0.21 15,593,974 Unikalnych wizyt od 01/11/2008