Strona glówna Informacje Regulamin Uczestnicy Foto galeria Archiwum Ksiega gosci Forum Linki Kontakt Wyloguj23-09-2017
RSS | Mapa serwisu
Nawigacja
Losowa Fotka
Aktualnie online
Gości online: 5

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 412
Najnowszy użytkownik: Tomekkaros
Ostatnio widziani
slawek1977 00:19:22
biegajaca... 00:26:17
hania 01:50:54
Marek55 02:43:05
Tomasz 02:53:10
alina 13:17:58
Piotr 14:18:43
Tomekkaros 23:02:23
pietiaschka 1 dzień
MARECKI 1 dzień
W pobieralni...
GPS - Wycieczka Nr 30/2014 474
GPS - Wycieczka Nr 28/2014 484
GPS - Wycieczka Nr 27/2014 490
GPS - Wycieczka Nr 26/2014 546
GPS - Wycieczka Nr 11/2014 510
GPS - Wycieczka Nr 10/2014 273
Reklama
Pajacyk

Fotografia przyrodnicza - Zbigniew Ostaniewicz

Statystyki reklamowe
Wycieczka Nr 09/2014 - Białowieski Park Narodowy - 04-08 czerwca
Wycieczki w sezonie 2014Zbiórka: : Plac przy Leclerc'u, 04 czerwca, godz. 14.00, wyjazd godz. 15.00

Trasa: Nr 1- Białowieża - 05 czerwca
Lewkowo Stare, Lewkowo Nowe, Planta, Grodzisk, Narewka, Janowo, Pogorzelce, Białowieża, Teremiski, Budy, Budy Leśne, Stoczek, Zabłotczyzna, Minkówka, Suszczy Borek, Lewkowo Stare.

Długość trasy: 68 km, Uczestnicy: 22, Punkty: -

Route 2 600 897 - powered by www.bikemap.net



Trasa: Nr 2 - "Szlak Otwartych Okiennic" - 06 czerwca
Lewkowo Stare, Eliaszuki, Suszcza, Odrynki, Trześcianka, Soce, Puchły, Narew, Tyniewicze Duże, Kotłówka, Łosinka, Podhorodysko, Grodzisko, Bernacki Most, Podlewkowie, Lewkowo Stare

Długość trasy: 80 km, Uczestnicy: 21, Punkty: -

Route 2 600 954 - powered by www.bikemap.net



Trasa: Nr 3 - Białowieski Park Narodowy - 07 czerwca
Lewkowo Stare, Lewkowo Nowe, Planta Grodzisk, Narewka, Gruszki, Janowo, Stare Masiewo, Babiagóra, Siemianówka, Tarnopol, Lewkowo Nowe, Lewkowo Stare.

Długość trasy: 66 km, Uczestnicy: 22, Punkty: -

Route 2 601 881 - powered by www.bikemap.net



Relacja

W poszukiwaniu turówki wonnej.

Historia kołem się toczy, jako że pierwsza STOPowa wyprawa wiodła właśnie do Białowieskiego Parku Narodowego. Więc w jaki region mogła prowadzić wyprawa 20ta? Region Puszczy Białowieskiej ze względu na swoje walory przyrodnicze i bogatą wielokulturowość jest jednym z najbardziej ciekawych i wyjątkowych zakątków Polski. Z tamtych pionierów, w kolejnej wyprawie na tę urokliwą ziemię uczestniczył Zbyszek, Edi i Andrzej. Przyjechali powtórnie, by jeszcze raz popatrzeć na zachowane ostatnie fragmenty lasu o charakterze pierwotnym i spotkać się oko w oko z królem puszczy. Może nie stanęli oko w oko z królem puszczy, ale z duchem puszczy przyszło im się zmagać. Dużo można pisać o tej krainie, ale liczne foldery, przewodniki i nieoceniony internet pełen jest informacji na temat historii, dziedzictwa kulturowego, fauny i flory. Więc zdajmy relację z tego, czym żyliśmy w te pamiętne dni.
Zagalopowałem się. Jestem już pod koniec drugiej strony, a to na razie tylko opis naszej podróży wesołym busem i pierwszy wieczór w Lewkowie Starym. Może jednak zachowajmy tylko w pamięci, a nie na piśmie, przeboje ze skrzynek Ediego i cichutko mlaskając wspominajmy prawdziwe smaki naturalnych wyrobów gospodarza.
,,To był cud, prawdziwy cud'' tymi słowami Doroty odnoszącymi się do anomalii pogodowych na jednej z wypraw, można by rozpocząć relację z kolejnej naszej eskapady. Ale to już było i cudu wielkiego tym razem nie było, chociaż pewne wydarzenia, a raczej odprawiane gusła spowodowały, że cud, może taki niewielki, ale był. A o tym słów kilka jeszcze będzie.
,,Choroba nie przeszkadza mi w jedzeniu'' rzekła sympatyczna bikerka, pałaszując kolejnego naleśnika, a której imienia nie zdradzę. Pośrednio słowa te odnoszą się do gościnności naszych gospodarzy, której to gościnności mogliśmy doświadczyć podczas naszego pobytu na białowieskiej ziemi. By później nie rozpraszać czytelnika opisem mnogości kulinariów i ich wartości smakowych, już teraz pozwolę sobie napisać, że zawsze chciałoby się, by tak nas przyjmowano. Będziemy dobrze wspominać gospodarzy agroturystyki ,,Raj pod jabłoniami''. Nikt nie może powiedzieć, że od stołu odszedł głodny. Królowa kuchni, pani Wiera potrafiła nas zaskoczyć. Karkówkę z grzybami czy też zdawałoby się, pospolite naleśniki będziemy wspominać długo.

Pierwszy dzień, to przyrodniczo poznawczy, czyli powtórka z biologii lub jak to się kiedyś mówiło, z przyrody. Dzień wita nas mgłą, a my dzień zaczynamy od porannej kawy i dywagacji, czy mgła pójdzie w górę, czy opadnie. Jak raz we wsi opadła, to chłopa przydusiło. Poszła w górę, więc zapowiada się przyjemny, słoneczny dzień. I taki był.
Po wspólnej fotografii i zbiorowym szczerzeniu zębów kierujemy się w stronę Narewki i dalej na Janowo, by tuż za miejscowością skręcając w prawo zagłębić się w las. To nasze pierwsze tak bliskie spotkanie z tutejszą przyrodą. Las jest piękny, gęsty, osłania od słońca, sosny wysmukłe i dorodne, jak nie jedna bikerka. Szutrowa droga biegnie prosto. Mijamy w lesie tajemnicze kurhany, a natura wokół nas tętni życiem. Chyba najbardziej i najczęściej słychać kukułki i zgrzytanie przerzutek. Krzysiek, jako miłośnik i znawca dobrej fotografii, i nie tylko, co rusz chwyta w obiektyw ciekawe ujęcia. Jedziemy spokojnie, bo szlaki tu proste, jak pod linijkę i ponadto prowadzi nas oficjalnie tytułowany Pierwszy Przecierak Przetartych i Nieprzetartych Białowieskich Szlaków, czyli niezawodny Waldek. Czy w takim razie osoba Jemu najczęściej towarzysząca w rowerowaniu to Przecierka? Kwestia warta przedyskutowania.
,,Knieje. Do was ostatni przyjeżdżał na łowy,
Ostatni król, co nosił kołpak Witoldowy,
ostatni z Jagiellonów wojownik szczęśliwy
I ostatni na Litwie monarcha myśliwy'' pisał Mickiewicz wspominając króla Zygmunta Augusta.
Droga Narewkowska prowadzi nas do Szlaku Dębów Królewskich. O wartości tych drzew świadczą nadane im imiona królów i książąt. Batory, Witold, August Poniatowski i wielu innych. Ale nie brakuj też imion żeńskich. Helena czy też Bona Sforza. Oj, mieć coś z takiego dębu, rozważa niejeden biker zapewne mając na uwadze długowieczność, chociaż o twardości myśląc sekretnie.
Dojeżdżamy do Białowieży. Już w granicach miasta z rowerowego siodełka oglądamy obiekty znajdujące się w Skansenie Architektury Drewnianej Ludności Ruskiej Podlasia. Cóż to za miasto? Nie ma bloków, jak na Zawadzie, domki małe i drewniane ustawione bokiem do ulicy, ludzie jakby się nie śpieszyli. Mamy jeszcze czas do spotkania z przewodnikiem, więc też nieśpiesznie krążymy po Białowieży. Trafiamy pod zabytkowy budynek stacji kolejowej. Niegdyś prywatna stacja cara Mikołaja II wybudowana w 1903 roku, obecnie po pieczołowitym odrestaurowaniu restauracja z pięknym wnętrzem i apartamentami dla gości.
W tymże klimatycznym miejscu następuje jedyna awaria jaka miała miejsce podczas naszej wyprawy. Tylna dętka w Krystyny rowerze nie wytrzymuje ciążącej na niej odpowiedzialności. Spuściła z tonu. Na ratunek pośpiesza Leon i Andrzej, ten ,,kudłaty''.
W godzinę hejnału z wieży Mariackiej spotykamy się z przewodnikiem. Pani Aneta opowiada nam o parku pałacowym w stylu angielskim, o ciekawych okazach drzew, o odcieniach zieleni i tak słuchając, polną drogą dochodzimy do bramy, by osiągnąć wyjątkowy cel, jakim jest wejście do ,,ostatniej nienaruszonej puszczy Europy''. I tutaj była właśnie owa lekcja przyrody. Tu przyroda decyduje o wszystkim sama, a człowiek nie ma tu prawa ingerować. Co opadnie, to już na dnie. I w tym prawie uświęconym miejscu dochodzi wręcz do czynu porównywanego do najcięższej zbrodni. Został zerwany listek z krzaczka. Tym czynem został naruszony niekończący się naturalny obieg.
Zwiedzamy jeszcze Muzeum Przyrodnicze, poznajemy osobliwość jaką jest rzęsorek rzeczek i innych mieszkańców puszczy, i ruszamy w kierunku rezerwatu pokazowego żubrów oraz innych zwierząt także. Niestety, na wieść że przyjeżdżamy, zwierzątka takie jak wilki, łosie, dziki, sarny pochowały się, a ostały się tylko te, dla których tutaj przyjechaliśmy. Na pobliskich straganach można było zakupić turówkę wonną. Cytryn nie było.
Ruszamy w drogę powrotną. Teremiski, Budy i droga prosta przez las, że aż nudno. Zatrzymujemy się na leśnym parkingu i czekamy na Zbyszka, bo ten podąża gdzieś na końcu, jako zamykający nasz peleton i towarzyszący tym, którzy się nie śpieszą. Tym razem musiał odpocząć, bo Mirka narzuciła zbyt duże tempo. Generalnie miał przechlapane. Zawsze ktoś zasłaniał Jemu widok na świat.
Kawałek drogi do Narewki jest nieco ruchliwy i stało się pochmurnie, więc zapalamy tylne światła. Dorota z dumą mogła zaprezentować spektrum możliwości swoich światełek. Zabłotczyzna, Minkówka, Suszczy Borek i jesteśmy na miejscu. Zmęczeni, ale spełnieni.
Wieczorem spotykamy się, by z okazji 20tej wyprawy nieco powspominać. Przypominamy swoje eskapady, opowiadamy ciekawe historie i przeżycia. Solidna dawka kilometrów tego dnia i krążący duch puszczy osłabiają najmocniejszych. Pora spać, bo jutro do przejechania blisko 80 kilometrów.

Dzień drugi wita nas słonecznie, ale rześko. Jednak prognozy pogody przewidują, że około południa w tym rejonie zachmurzy się i będzie padać. Mimo to, pełni optymizmu siadamy na rowery, bo dzień zapowiada się pełen wrażeń.
Łykamy dawkę energii w postaci osławionych i już wspomnianych naleśników, wypowiadając głosem Agnieszki sentencję, która przeszła do historii sztuki kulinarnej, medycyny ludowej i Stopowej historii razem wziętych.
Ruszamy w kierunku przeciwnym niż dnia wczorajszego. Eliaszuki, Suszcza, Gródek i Bieńdziuga. Droga prowadzi pośród malowniczych pól i łąk, czasami przez las, którego drzewa osłaniają przed słońcem. Momentami trzeba zejść z roweru, bo piasek, a czasami tak trzęsie na szutrowej drodze, że człowiek się zastanawia, czy rower się rozleci, czy plomby z zębów wylecą. Ale ma to swój urok.
Szlak Bociani doprowadza nas do Odrynki, ale i tak nie unikamy pewnych kłopotów. Zbyszek, Krzysiek i piszący te słowa zachwycając się otaczającymi krajobrazami zostali nieco w tyle, tracąc z oczu cały kolorowy peleton i nie zauważając w Odrynkach tablicy kierującej do skitu Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich. W sąsiedniej wsi Bruszkowszczyzna zaskoczyliśmy, że coś jest nie tak i wykonaliśmy manewr w tył na lewo.
,,Za krzyżem jest hudeczka i tam skręcicie'' wyjaśniła nam śpiewnym i nieco zaciągającym głosem mieszkanka wsi. Po niedługiej chwili, polną hudeczką pośród bagnistych łąk nad Narwią dojeżdżamy do skitu. To miejsce wyjątkowe. Na tej dziwnej ni to wyspie, ni to rzecznej wydmie pustelnia istniała już ponoć w IV wieku. W XVII wieku Jeremi Korybut Wiśniowiecki miał tu doznać cudownego objawienia, ukazał mu się św. Antoni Pieczerski. Po pustelni oprowadza nas ojciec Gabriel, osoba nietuzinkowa i pełna wiary. To dopiero początki pustelni w Odrynkach. Wszystko pachnie nowością, metalu nie tknęła jeszcze patyna. Złociste aureole świętych z ikon lśnią pełnią blasku. Ojciec Gabriel obdarowuje każde z nas butelką święconej wody, pozwala odłupać drzazgę dębu, który przeleżał w bagnach setki lat i jest relikwią tego miejsca. Ojciec Gabriel jest znanym zielarzem, więc niektórzy nabywają też wyroby zielarskie według Jego receptury. Największym wzięciem cieszy się olejek wonny, który jest lekiem na wiele dolegliwości, czyni człowieka też lepszym, można by rzec uduchowionym, a którego to zapach towarzyszyć nam będzie jeszcze długo, o czym dalej wspomnę.
Żegnamy to wyjątkowe i ciekawe miejsce i podążamy w kierunku na miejscowości Narew. Kraina Otwartych Okiennic wita nas otwartymi okiennicami. Szlak wiedzie przez unikatowe pod względem architektonicznym wsie Trześcianka, Soce i Puchły. Kunsztowne zdobienia drewnianych domów, dekorowane i malowane jaskrawymi kolorami okiennice, zdobione narożniki i szczyty są charakterystyczne dla tego miejsca. Jest jeszcze coś ważnego. Ludzie. Mili, sympatyczni , z uśmiechem odpowiadają na pozdrowienia życząc szczęśliwej drogi. Dużo ławeczek przy drogach jest jednak pustych. To świat nie naznaczony pośpiechem, hałasem ani stresem, lecz odznaczający się spokojem, harmonią przyrody oraz rozmaitością związaną z porami roku. Ale warto takie miejsca zobaczyć, bo ten świat pomału odchodzi.
Cerkiew w Puchłach uchodzi za królową piękności w kategorii świątyń prawosławnych w dolinie Narwi. Stoi na skraju wsi, na rozstaju dróg. Z jednej strony otulona jest gęstym lasem, ale od frontu rozpościera się rozległa polana. Trudno powiedzieć, co czyni ją tak wyjątkową. Czy dominujący, rzadko spotykany oliwkowy kolor elewacji, czy stosunkowo duża liczba kopuł, czy wreszcie ładnie zdobiony ganek w kształcie muszli przed głównym wejściem i nie mniej interesujące ganki otaczające boczne wejścia. Podobnych i również ciekawych świątyń spotykamy w na naszej drodze w wielu miejscach. Trześcianka, Narew, Tyniewicze Duże, Łosinka i wiele innych. Prezentują one różne style architektoniczne panujące w poprzednich wiekach i stanowią dzisiaj najstarsze budowle tej krainy. Nie tylko te duże, piękne świątynie, ale także małe kapliczki i przydrożne krzyże mają swój niepowtarzalny urok.
Jako, że takie były przepowiednie, gdzieś na naszej drodze spotykamy deszczowe chmury. Nawet zagrzmiało i pewne było, że ulewa nas nie ominie. A jednak ominęła, ale tylko za sprawą jednej osoby, której skromność, delikatność, nieśmiałość, taktowność, wielkoduszność nie pozwalają samej o tym mówić, a tym bardziej się chwalić. Odprawione gusła, którym towarzyszyło wciąganie na buty nowo zakupionych ochraniaczy i wypowiadanie słów najczęściej wypowiadanych przez Polaków w chwilach trudnych, dokonało cudu. Żadna kropelka na nas nie spadła. Tak to Agnieszka deszcz przegoniła.
Gdzieś za Grodziskiem wyrosła przed nami ściana lasu. Najpierw zanurzył się w niego Waldek, jak dobry zwiadowca dał znak, że jechać można. A wszystko wyglądało tak, jak w powieści Tolkiena. Półmrok, konary przybierające fantastyczne kształty, wszechobecne mokradła i tylko brakowało hobbitów, elfów i Shreka. Tutaj każdy dźwięk rozbrzmiewał swym własnym echem, aż ciarki po plecach przechodziły.
Niebawem opuściliśmy to tajemnicze i ponure miejsce, jeszcze kilka zakręceń korbą, Bernacki Most i jesteśmy w domu. Co za ulga. Ale atrakcji jeszcze nie koniec i niespodzianek też.
Spotykamy się na naszym późnym obiedzie. Kiedy tak sobie wspominamy atrakcje dnia w oczekiwaniu na posiłek, wchodzi Ona. Pachnącą całą sobą, wonna, uduchowiona, nad głową Jej niemalże aureola świętości, a muchy padają jedna po drugiej, chociaż większość z nich wolała wybrać śmierć na wiszącym lepie. To cała buteleczka wonności ojca Gabriela wylana na siebie, uczyniła ową przemianę.
Wieczorem spotykamy się przy ognisku. Niezastąpiony Janusz cichutko szarpał struny i nucił stare przeboje. Ale tego wieczora przebojem okazała się słonina pokrojona w cienkie plastry i poprzekładana krążkami cebuli. To było dobre.

Trzeci dzień naszej eskapady zaczynamy tam, gdzie słodko. Poprzez Suszczy Borek, Minkówkę dojeżdżamy do Narewki. Naszym celem jest ,,Dwór Bartnika" i być może zakup tego, co misie lubią najbardziej. Trochę krążymy po Narewce, bo pojechaliśmy nie w tę część miejscowości, ale ostatecznie trafiliśmy dobrze. Właściciel słodkiego gospodarstwa znalazł chwilę czasu, by pokazać nam swój wyjątkowy zbiór. Trudno do tej pory było wyobrazić sobie, że na świecie jest tyle rzeczy, na których występują motywy związane z pszczelarstwem. Niektórzy zaopatrują się w produkty ,,made in pszczoła'' i ruszamy dalej.
Tuż za Narewką zwiedzamy ukryty w lesie stary cmentarz żydowski i kierujemy się na miejscowość Gruszki. Droga wiedzie szutrową drogą wysadzaną wieloma gatunkami liściastych drzew. Przed wjazdem w las chwila przerwy przy mostku na rzece Narewka.
Dochodzi tutaj do spektakularnej sceny. Pani nie usłuchała pana i odmówiła zabezpieczenia się przed insektami. A przecież On zaproponował smarowanie w dobrej wierze. Chociaż później, kiedy podczas jednej z przerw rozpoczęła się dyskusja o złowrogich kleszczach, gdzie każdy mężczyzna chwalił się posiadaniem w swym życiu chociaż jednego insekta, pani pana usłuchała.
Spokojnie przemieszczamy się przez puszczę. ,,Wilczym Szlakiem'' pokonujemy kolejne kilometry. Jest przyjemnie. Nie mamy możliwości podziwiania króla puszczy w jego naturalnym środowisku, ale zachwyca nas owo środowisko. Mijamy wielogatunkowe i wielowiekowe starodrzewia naturalnego pochodzenia. Stałym elementem jest znaczna ilość martwego drewna w różnym stadium rozkładu, a także liczne stare i okazałe drzewa.
Na chwilę dłuższej przerwy zatrzymujemy się przy uroczysku Głuszec. Ekspozycja kolejki leśnej jest dobrym miejscem na zbiorową sesję zdjęciową.
Gdzieś w środku lasu mijamy małą miejscowość Stare Masiewo i przy Babiej Górze opuszczamy las. Na tle nazwy miejscowości Andrzej zarządza zbiorowe zdjęcie wszystkich bab, które na tej wyprawie były w przewadze.
Teraz naszym celem jest jakiś kawałek plaży nad Zalewem Siemianówka, gdzie zamysłem jest trochę odpocząć i być może zażyć oczyszczających kąpieli. Spore zainteresowanie wzbudza mijana po drodze nazwa miejscowości składająca się z 20 liter. Siemieniakowszczyzna.
Oscar Wilde powiedział ,,Kobiety mają wspaniały instynkt. Wszystko zauważają, z wyjątkiem tego co oczywiste''. Chyba wybaczy mi te słowa przesympatyczna bikerka, która jechała obok mnie, później wyprzedziła i gdzieś na drodze zniknęła. Było oczywiste, że musiała zauważyć, że grupa wykonała skręt. A jednak zobaczyła przed sobą grupę męskich bikerów i pomknęła prosto przed siebie. ,,Szczęście jest kobietą'' z kolei rzekł Nietsche. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, rowerzystka się odnalazła i mogliśmy kontynuować naszą podróż.
Gminny kompleks wypoczynkowy nad Zalewem stał się naszą chwilową ostoją. Podczas drogi chętnych do kąpieli, było wielu, bo pogoda sprzyjała. Jednak wygląd wody nieco ostudził zapały. Krysia i dwóch Andrzejów nie odmówili sobie kąpieli w lekko ,,kwitnącej'' wodzie. Z zainteresowaniem śledziliśmy poczynania naszych pływaków, ich zanurzenia i piersiowo brzuszne wynurzenia. A że na plaży nie byliśmy tylko sami, więc męska część z zainteresowaniem skupiła uwagę na obiekcie na sąsiednim kocu. Brutalnie Komendant przerwał czynione obserwację i trzeba było podążać w kierunku naszego siedliska. A to już było blisko.
Wieczorne opowieści Polaków, złote przeboje Teresy Werner, wspomnienia i niezapomniane wrażenia zakończyły trzeci dzień naszego pobytu w białowieskiej krainie.
Pora się żegnać. Porowerował by człowiek jeszcze po tej ciekawej krainie, chociaż tył odgnieciony. Ludzie tu sympatyczni, gościnni, szlaki rowerowe przygotowane wzorowo, a przyroda zachwyca. Kraina Żubra to doskonałe miejsce na rowerowy wypad. Rześki zapach lasu, płynące gdzieś z oddali odgłosy natury, wielokulturowy klimat pogranicza sprawia, że chce się tutaj wrócić.
Tych, którzy dotarli do końca owej opowieści, szczerze do tego zachęcam.

Relację przygotował Marek R.



Komentarze
#1 | ~Komendant dnia 01-06-2014 08:52
Prawie 10 lat temu, we wrześniu 2004 roku wyprawą do Białowieskiego P.N. rozpoczęliśmy cykl wypraw rowerowych Uśmiech W tym roku mamy 20-tą wyprawę i po raz drugi jedziemy do B.P.N.. Tym razem w mocno zmienionym składzie, jadąc innymi trasami i startując z innej bazy zwidzimy jeden z najpiękniejszych zakątków naszego kraju Brawo
Jak zwykle na wyprawę zabieramy ze sobą sprawne rowery, doskonały humor i klubowe koszulki STOP
Do zobaczenia. Hejka



#2 | ~Komendant dnia 02-06-2014 21:33
W uzupełnieniu informacji z poprzedniego komentarza: Potrzebne będą zapięcia rowerowe do zabezpieczenia rowerów na czas zwiedzania Rezerwatu Ścisłego Parku. Co do typu rowerów bardziej pasujących na tą wyprawę to wskazane są trekingowe i górale. Podstawowy zestaw naprawczy trzeba mieć obowiązkowo. Sprawne oświetlenie rowerów również może się przydać.
Info dla tych co jadą busem.
Weźcie z sobą parę gum do spinania rowerów, moich może być za mało.



#3 | ~Marek55 dnia 04-06-2014 07:24
Zabezpieczenie rowerów jest ważne, ale istotne znaczenie ma też materiałowe zabezpieczenie działalności klubu KMINEK. Szeroki uśmiech



#4 | ~Dorota dnia 08-06-2014 20:40
Kochani - zapatrzeni w stare fotografie Tykocina i inne eksponaty muzealne z Agnieszką i Krzysiem nawet nie zauważyliśmy, że Wy nie zwiedzacie i nie zdążyliśmy się z Wami - uczestnikami wyprawy - pożegnać. Dziękujemy wszystkim za wspaniałe towarzystwo nie tylko na uroczych szlakach Białowieskiej Puszczy.



#5 | ~agawe dnia 09-06-2014 21:44
Wyprawa za nami, teraz "dochodzimy do siebie" Mrugnięcie
Wspaniała pogoda, doskonałe warunki pobytu, w tym - dobre jedzonko Mniam , ciekawe wycieczki ... Będzie co wspominać Szeroki uśmiech
Mareczek zapewne bardzo interesująco opisze to co się działo, a my czytając znów "powrócimy na szlaki" Muza
Dziękuję tym, którzy zaangażowani byli w organizację i zapewnili nam niezapomniane doświadczenia, a więc głównie Zbyszkowi i Waldkowi Brawo a także wesołym uczestnikom wyprawy Buźki




Agnieszka
#6 | ~Marek55 dnia 09-06-2014 22:27
Chciałbym. Najgorzej to się zabrać. Muzy i dopalacza mi potrzeba. Ale nie o tym. Chcesz zobaczyć kawałek nienaruszonej, wręcz dzikiej przyrody? Chcesz ujrzeć wieś w klimatem, przyjaznych ludzi i coś co pomału mija bezpowrotnie? Wybierz się do Białowieskiego PN i okolic. Wszystko to można tutaj zobaczyć. Trasy rowerowe przygotowane wzorowo i zachęcają do jazdy. Myśmy tego wszystkiego doznali. Było super na trasie i poza nią. A zasmakować wyrobów gospodarza z naturalnych składników, to bezcenne.



#7 | ~Andrzej dnia 10-06-2014 13:35
Kolejna wspaniała wyprawa pod dyktando Komendanta! Precyzyjny scenariusz i konsekwentna jego realizacja - tandemu Zbyszek i Waldek - nie pozostawiła miejsca na inną interpretację.
Pogoda dopisała, przyroda bajeczna, ludzie życzliwi, jedzenie super Mniam i ta słynna "wschodnia" gościnność. To tłumaczy wysokie obroty i zmęczenie, ale było warto. Tak
Osobiście miałem kolejny przypadek zbliżenia z prawosławiem dla mnie bardzo szczęśliwy i pouczający. Tak Aby być wiarygodnym do końca wspomnę o pewnych minusach - moim zdaniem; to bardzo małe pokoje, skosy i kapcie - jakoś nie pasują mi do sielskiego terminu agroturystyka. Bezradny
Oczywiście plusów jest więcej i więcej i za wszystko Wszystkim bardzo dziękuję. Buźki Buziak Brawo



#8 | ~irena dnia 11-06-2014 22:16
BIAŁOWIESKI PARK NARODOWY-pierwsza moja większa wyprawa rowerowa z Grupą STOP- jak w rodzinieUśmiech, wspólne posiłki, ciekawe, długie rozmowy, koleżeńskość na trasie(zagubiona) Pocieszacz.
A przede wszystkim ta cudowna, puszczańska przyroda, różnokolorowe cerkwie i domy z ażurowymi okiennicami.
Dużo wrażeńUśmiech
Warto wybrać się w ten spokojny,czysty (wiaty) region Polski i jak to Komendant wspomniał:"cudze chwalicie- swego nie znacie"Zawstydzony
Dziękuję Organizatorom i Wszystkim za mile spędzony czas.Buźki



#9 | ~Komendant dnia 26-06-2014 22:02
Dziękuję Marku za chwile wzruszeń których doznałem czytając Twoją opowieść z naszej wiosennej wyprawy. Uśmiech Cieszą mnie również komentarze zamieszczone powyżej. Chatownik To powoduje, że mam poczucie sensu tego co robię od dziesięciu lat, organizując dwa razy w roku, na wiosnę i jesienią nasze krajoznawcze wyprawy. Poznajemy nie tylko zakątki kraju, które zawsze na to zasługują, ale również siebie nawzajem, co również jest bardzo cenne.
Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w tej szczególnej, bo 20-tej wyprawie, będącej w pewnym sensie powtórką tej 1-szej sprzed 10-ciu lat, od której wszystko się zaczęło. Buźki
Szczególnie dziękuję Waldkowi za nieocenioną pomoc w przygotowaniu wyprawy i bezbłędne prowadzenie Grupy po drogach "Krainy żubra" a Tobie Marku za pięknie napisaną relację. Brawo Brawo



#10 | ~Edi dnia 27-06-2014 18:54
Ja też dziękuję Marku, za Twój doskonały opis-relację z naszej jubileuszowej wycieczki do Białowieży. Zrobiłeś tę relację więcej niż po literacku - to poezja pisana prozą.
-Z okazji jubileuszowej wycieczki rowerowej dziękuję również Komendantowi, za dotychczasowy wkład na rzecz krzewienia i rozwoju turystyki rowerowej pod patronatem STOPU, Z tej okazji życzymy Mu wszyscy, aby był z nami jak najdłużej.
-Komendantowi i naszemu kronikarzowi Markowi za to co czynią dla Nas rowerzystów tę serenadę dedykuję; http://youtu.be/9...



Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Login
Login

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

23-09-2017 19:20
Przejść rzekę sucha stopą - bezcenne. Szeroki uśmiech

23-09-2017 07:45

18-09-2017 21:51
Dzięki Andrzeju za życzenia Hejka. Strasznie długo będę musiał jeździć tym rowerem Radocha

16-09-2017 23:13
A imię jego 44, Marku wszystkiego Najlepszego i jeszcze 88 lat! Kwiatek

14-09-2017 09:23
Album Fotka z wycieczki do Starego Pola założony.

Ostatnie artykuły
Szlaki rowerowe Krai...
Bażantarnia
Ustawienia kierownicy
Ustawienia siodełka
Hamowanie
Kalendarz
<< Wrzesień 2017 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Jutro:
Pogoda
Dzis Jutro Pojutrze
 
Partnerzy

Hotel Elbląg

Wygenerowano w sekund: 0.19 15,564,330 Unikalnych wizyt od 01/11/2008