Strona glówna Informacje Regulamin Uczestnicy Foto galeria Archiwum Ksiega gosci Forum Linki Kontakt Wyloguj23-09-2017
RSS | Mapa serwisu
Nawigacja
Losowa Fotka
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 412
Najnowszy użytkownik: Tomekkaros
Ostatnio widziani
slawek1977 00:32:10
biegajaca... 00:39:05
hania 02:03:42
Marek55 02:55:53
Tomasz 03:05:58
alina 13:30:46
Piotr 14:31:31
Tomekkaros 23:15:11
pietiaschka 1 dzień
MARECKI 1 dzień
W pobieralni...
GPS - Wycieczka Nr 30/2014 474
GPS - Wycieczka Nr 28/2014 484
GPS - Wycieczka Nr 27/2014 490
GPS - Wycieczka Nr 26/2014 546
GPS - Wycieczka Nr 11/2014 510
GPS - Wycieczka Nr 10/2014 273
Reklama
Pajacyk

Fotografia przyrodnicza - Zbigniew Ostaniewicz

Statystyki reklamowe
Wycieczka Nr 5/2011 - Dookoła Jeziora Drużno - 08 maja 2011
Wycieczki w sezonie 2011Zbiórka: ul. Rawska, przy salonie Opla , godz. 9:30

Trasa: Elbląg, Gronowo Górne, Przezmark, Komorowo Żuławskie, Dłużyna, Jelonki, Stankowo, Nowe Dolno, Krzewsk, Żurawiec, Elbląg

Długość trasy: 55 km, Uczestnicy: 35, Punkty: 55


Pokaż Wycieczka Nr 5/2011 - Dookoła Jeziora Drużno - 02 maja na większej mapie


Relacja

To była bardzo udana wycieczka. Niezapomniane widoki, wrażenia, klimaty i egzotyka. Jak łatwo się domyśleć, tych określeń używam w stosunku do himalajskiej wyprawy Grażyny i Janusza, ale naszej niedzielnej wycieczce też nic nie brakowało.

Jeziora Drużno ciąg dalszy. O ile na poprzedniej wycieczce pojechaliśmy nad jezioro, to tym razem jechaliśmy wokół jeziora. A jak wszyscy wiedzą, można go objechać pięć razy i nic się nie zobaczy, chyba że zajedzie się na znaną nam wieżę widokową. Taka jego uroda. Dostęp do jeziora skutecznie uniemożliwia pas przybrzeżny, w którym dominują zadrzewienia i zakrzaczenia płynnie przechodzące w trzcinowiska. Ale zdradzę tajemnicę, że w trakcie niedzielnej wycieczko zrodził się pomysł jeszcze jednej eskapady z jeziorem w tle. Bardzo blisko brzegu i będzie to sprawdzian dla naszych rowerów i tyłków, bo duża część trasy będzie prowadzić po betonowych płytach. Ale to bliżej jesieni.

Pomimo niepewnej aury, spora rzesza amatorów zbiorowego pedałowania zgromadziła się na starcie. Starzy bywalcy i nowi amatorzy. Tylko Waldek zapomniał roweru i musiał pozostać na starcie.
Powtórzyła się niejako sytuacja z poprzedniej wycieczki, kiedy to dowodzący nerwowo wypatrywał tak zwanego sekretariatu. Sekretariat trochę spóźniony, ale zjawił się w całości.

Ruszyliśmy. Przez znaną miejscowość Gronowo Górne w kierunku Przezmarka. Kto wymyślił górki, pagórki, podjazdy, wzniesienia i takie różne nierówności? Chociaż bez nich trasa rowerowa byłaby monotonna, więc jednak niech będą. Wspólnymi siłami pokonaliśmy podjazd, tym bardziej, że z daleka już widać wieżę zabytkowego kościoła z końca XVI wieku. Krótka przerwa na wyrównanie oddechów i tym razem jazda w dół w stronę Komorowa Żuławskiego. ,,Uwaga na dziury, jadąc z góry" zarymowało się Komendantowi. Dziury są, ale bez przeszkód dojechaliśmy do E7
i nawet znaleźli się uprzejmi kierowcy, którzy zatrzymali się, by przepuścić rowerową masę. I dalej ile sił w pedałach, po nowym fragmencie drogi i wiadukcie nad torami kolejowymi.

Jeszcze przed Komorowem dogonił nas Andrzej, który jak niespokojny duch budowniczego drogi, krążył wcześniej po E7. A my dalej naprzód. Tuż za wiaduktem mijamy coś, co nie wiadomo jak nazwać. Rów, rzeczka? Odnotowuję ten fakt tylko dlatego, że zgodnie z mapą owy akwen nosi nazwę ,,Bierutówka". To chyba od nazwiska faceta, który jest przykładem, że podróże nie kształcą. Pojechał do Moskwy i nagle mu się zmarło, co w tamtych latach było możliwe.

A my dalej przed siebie. Węzina przywitała nas szczekaniem psów i swojskimi zapachami. Ale to przecież wiosna. Czas nawożenia, orania i w ogóle prac w polu.
Jest kanał. Z wysokiego mostu wygląda to ładnie, a uroku dodał jeszcze stateczek płynący w kierunku, w którym i my podążaliśmy. Więc my za nim. Wzdłuż kanału, przez Karczowiznę, do najbliższego mostu, by przejechać na drugą stronę. Dalej polną drogą w kierunku Jelonek. Gdzieś po lewej stronie minęliśmy pochylnie Całuny, a dojeżdżając do drogi głównej skierowaliśmy się w stronę miejsca kempingowego tuż nad kanałem. Zgodnie z teorią ,,krótsza jazda, dłuższy postój";, zarządzono przerwę na ognisko i małe co nieco.

A wśród części rowerowego towarzystwa wkradła się konsternacja. A gdzie sklep? Nie było po drodze sklepu, ani żadnej Biedronki. Katastrofa. Nie ma czym zapić niezakupionej kiełbasy, zjadłoby się batonika, którego nie ma, polizałoby się loda, który leży w sklepie. Oj, nie zaopatrzone bractwo w podstawowe artykuły. Umiesz liczyć, licz na siebie.
Ognisko płonie, kto ma to piecze i zapija, zamiast batonika znalazła się czekolada, czas biegnie błogo i spokojnie. Trawka się zieleni, kanałem płynie stateczek, ptaszki śpiewają. Sielanka.
Czas się ruszyć. Po takiej przerwie jest to trochę trudne, ale z każdym metrem szło już lepiej.

A my znowu przed siebie. Jelonki, Marwica, nieco kiepska droga, dalej Stankowo
i Dzierzgonka. Krótka przerwa przy moście na rzece o tej samej nazwie. A most to nie byle jaki, bo obrotowy. Zbudowany przed 1939 rokiem i w odróżnieniu od wielu tego rodzaju mostów w regionie, funkcjonował jeszcze długo po wojnie. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych przepływały tędy statki spacerowe białej floty, pływające z Elbląga. Dzisiaj tylko zachowane mechanizmy wskazują, że tak było.
A my znowu przed siebie. Ruszyła rowerowa masa i jakieś wyczuwało się parcie na Elbląg. Gnało towarzystwo przed siebie, łykając kolejne kilometry. Może się zatrzymają na moście nad Balewką? Przecież to kultowe miejsce. A gdzież tam. Może przy sklepie w Żurawcu? Jeszcze bardziej kultowe miejsce. Nic z tego, wymiotło wszystkich. Na pewno będą czekać na moście nad Tiną przed Tropami. Płonne nadzieje.

W końcu zagadka się rozwiązała. Zgodnie z sugestią Komendanta, by poczuć ciśnienie powietrza w najniższym punkcie Polski, co sił w pedałach tam wszyscy podążali. I oto mamy metr osiemdziesiąt poniżej poziomu morza. Z Aliną przymierzyliśmy się do zamocowanego wskaźnika. Nawet kasków by nie było widać. Wspólna fotka zakończyła nasz pobyt w tej depresji.
Jeszcze krótka chwila i dojechaliśmy do mety naszej wycieczki. Tym razem nie oglądaliśmy zbyt wielu zabytków żuławskiej architektury, ale wiemy, że jeszcze są. Pomimo depresyjnego terenu, nikt nie poddał się nostalgicznemu nastrojowi. Jak zawsze było miło, sympatycznie i wesoło.

Ps. Ostatnie wieści z Nepalu. चिलीमा एउटा शक्तिशाली भूकम्प गएको छ। चिलिको इतिहासमा पचास
वर्षपछि गएको त्यो भूकम्पमा अहिलेसम्म दर्जनौंको ज्यान गइसकेको छ। चिलिका राष्ट्रपति मिशेल बेशलेटले
त्यो संख्या बढ्न सक्ने बताएकी, to tylko fragment artykułu z tamtejszej gazety, pisany ichnim językiem. Piszą, że widziano w górach samotnego yeti, z wyrwaną kępą włosów z tylnej części ciała. Nie chcę nic sugerować i pokazywać palcem, ale są przypuszczenia, że yeti oszpecił jakiś turysta z Europy. Podany rysopis kogoś mi przypomina.

Relację przygotował Marek R.
Komentarze
#1 | ~Quintus dnia 08-05-2011 21:13
Dziękuję wszystkim za wspólne pedałowanie. Fotki tutaj: http://picasaweb.googl...




Bliski kontakt z pedałami Uśmiech
#2 | ~Marek55 dnia 09-05-2011 09:54
Jesteś szybki nie tylko na rowerze. Zdjęcia jak zawsze udane. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co to za budynek z charakterystyczną wieżą, uwieczniony przez Quintusa na kilku zdjęciach podczas jazdy wzdłuż kanału. Z dostępnych informacji wychodzi na to, że to była lub aktualna stacja nadzoru wodnego. Może ktoś coś wie.



#3 | ~stojek121 dnia 09-05-2011 23:28
Te małe co nieco to niezapomniane ziemniaczki w ognisku Uśmiech hehe :] Świetnie opisana relacja, pozdrawiam



#4 | ~Waldic dnia 10-05-2011 19:25
W tym Nepalu, to wolnym tłumaczeniu napisali, że gość nie bał się zimna i coś wspominają o profilu, ale nie rozumiem




Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczynyMrugnięcie
#5 | ~Marek55 dnia 10-05-2011 20:19
Skoro nie zdobyto futerka, to po co komu garść kłaków z tyłka yeti? Ponoć taki kłak wrzucony do termosu zimową porą, pogłębia smak i aromat herbaty.



#6 | ~asvil dnia 11-05-2011 10:15
Ja już nie będę się rozwodził nad kunsztem, lekkością pióra, zmysłem obserwacyjnym, trafnością ocen itd. itp. naszego Naczelnego Reportera. Jest on równie nikczemnego wzrostu jak ja, ale gotów zadrzeć tak wysoko głowę, że nie sięgnę do niego nawet na palcach (moje własne ego nie zniosłoby tego). Podziękuję tylko za te kilka miłych słów skierowanych pod moim i Grażki adresem. Zresztą pierwszy akapit relacji wskazuje, że autor na pewno musiał kiedyś przebywać w tych samych miejscach, choć może o tym tak do końca nie wie (przypadki takie znane są choćby z "Misia" Barei i z teorii reinkarnacji).

Niestety, ale muszę też jeszcze coś dodać. Jestem pod wielkim, wielkim wrażeniem wyrozumiałości Wielce Szanowny Członków nasze Grupy Rowerowej. Ta delikatność, aby kogoś nie urazić jest zresztą cechą charakterystyczną naszej małej społeczności i w naszym środowisku nikogo zapewne nie dziwi. Stronka jest jednak ogólnodostępna i odwiedzana także przez miłośników rowerowania spoza naszej Grupy. Oni na co dzień być może nie spotykają się z ludzi o tak wysokiej kulturze osobistej, dlatego tym bardziej należy się wielki, wielki szacunek naszym Koleżankom i Kolegom, że milcząco i zapewne z uśmiechem politowania przyjęli nieuctwo Naczelnego Reportera i Walidic'a. Moi Kochani, ja wiem, że wszyscy członkowie Grupy poza Walidic'iem i Autorem Relacji bez najmniejszych problemów potrafili odczytać tak prosty tekst zamieszczony w sprawozdaniu, ale przecież wiemy też, że osoby, które przypadkowo natrafiły na naszą stronkę nie muszą być aż tak elokwentne i gotowe są uwierzyć w "rewelacje" Waldic'a i naszego Wspaniałego Felietonisty. Niekompetencja tej dwójki nie może kłaść się cieniem na wszystkich członkach Grupy, dlatego pozwolę sobie poinformować, że ten prosty tekst zamieszczony w sprawozdaniu to ni mniej ni więcej jak tylko:
"Największe w historii trzęsienie ziemi nawiedziło Chile. Tak silnych wstrząsów nie było tu od ponad pięćdziesięciu lat. Jest wiele ofiar śmiertelnych. Prezydent Chile Michelle Bachelet powiedział, że ofiar może być znacznie więcej."

I tyle. Trochę przedawniona informacja.
Mały



#7 | ~Waldic dnia 11-05-2011 11:58
Ale wciskasz ciemnotę. Parę chwil z translatorem i każdy wie, że
piszą, że Yeti stracił włosy, o gościu co ukradł, krótki opis gościa (coś o profilu i że nie bał się zimna, a dokładnie zimnej wody), coś krzyczał, że na termos (dokładnie na "butelkę do przechowywania mleka, tak aby mleko było gorące"Mrugnięcie i na koniec, że poszukiwania trwają, a Yeti jest pod opieką psychologów. Nic nie ma o Chile




Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczynyMrugnięcie
#8 | ~Marek55 dnia 11-05-2011 12:45
Wzywamy Asvila na wizję lokalną. Odbędzie się w połowie drogi na Czomolungmę.



Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Login
Login

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

23-09-2017 19:20
Przejść rzekę sucha stopą - bezcenne. Szeroki uśmiech

23-09-2017 07:45

18-09-2017 21:51
Dzięki Andrzeju za życzenia Hejka. Strasznie długo będę musiał jeździć tym rowerem Radocha

16-09-2017 23:13
A imię jego 44, Marku wszystkiego Najlepszego i jeszcze 88 lat! Kwiatek

14-09-2017 09:23
Album Fotka z wycieczki do Starego Pola założony.

Ostatnie artykuły
Szlaki rowerowe Krai...
Bażantarnia
Ustawienia kierownicy
Ustawienia siodełka
Hamowanie
Kalendarz
<< Wrzesień 2017 >>
Po Wt śr Cz Pi So Ni
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Jutro:
Pogoda
Dzis Jutro Pojutrze
 
Partnerzy

Hotel Elbląg

Wygenerowano w sekund: 0.18 15,564,564 Unikalnych wizyt od 01/11/2008